Kiedy 3 września 1939 roku Wielka Brytania wypowiedziała Niemcom wojnę, admirał Karl Dönitz miał do dyspozycji zaledwie 57 okrętów podwodnych, z czego tylko część nadawała się do działań oceanicznych. Mimo to już w pierwszych tygodniach konfliktu U-booty zatopiły kilkadziesiąt alianckich statków. Miały stać się najgroźniejszą bronią III Rzeszy na Atlantyku i przez trzy lata naprawdę nią były.
Klęska w I wojnie światowej kosztowała Niemcy flotę podwodną. Traktat Wersalski z 1919 roku zakazał im budowy okrętów podwodnych. Zakaz jednak omijano systematycznie- Niemcy finansowali tajne projekty konstrukcyjne w Holandii, Szwecji i Związku Radzieckim, kształcili kadry, testowali prototypy. Kiedy w 1935 roku Hitler oficjalnie odrzucił ograniczenia traktatu, infrastruktura i wiedza były już gotowe. Produkcja ruszyła pełną parą. Do 1945 roku zbudowano ponad 1150 U-bootów różnych typów.
Wnętrze U-boota było środowiskiem ekstremalnym. Załoga licząca 40-60 marynarzy egzystowała w przestrzeni porównywalnej z autobusem miejskim. Do dyspozycji były dwie toalety, których używać można było dopiero po zanurzeniu na głębokość 25 metrów, a obsługa spłuczki z kilkunastoma zaworami wymagała osobnego szkolenia. Błąd przy opróżnianiu mógł skończyć się zalaniem kabiny ściekami i wodą morską jednocześnie. Ponad 12 ton żywności wciskano dosłownie w każdy wolny kąt, także obok toalet. W maszynowni temperatura przekraczała 60°C. Bielizna na 8-tygodniowym rejsie zmieniana była raz. Kubek słodkiej wody na mycie zębów- raz na kilka dni. Mimo tych warunków załogi były skuteczne, zdyscyplinowane i przez pierwsze lata wojny fanatycznie lojalne wobec Dönitza. Na każdym pokładzie wisiał obowiązkowy portret Hitlera.
Kluczem do sukcesów U-bootów nie była siła ognia, lecz koordynacja. Dönitz opracował taktykę wilczych stad: kilka okrętów namierzało konwój, zbierało się w grupę i uderzało nocą, na powierzchni, z różnych kierunków jednocześnie. Eskortowce nie nadążały z reakcją. Dowódcy koordynowali ataki przez radio. Efekty były druzgocące- do 1943 roku Niemcy zatopili statki o łącznej ładowności blisko 14 milionów ton. Konwoje z zaopatrzeniem dla Wielkiej Brytanii ginęły na Atlantyku całymi grupami. Winston Churchill przyznał po wojnie, że jedyną rzeczą, która naprawdę go przerażała, była właśnie ta niewidzialna wojna na morzu.
Otto Kretschmer był absolutną legendą U-Bootwaffe. Atakował z minimalnej odległości, zawsze nocą, zawsze na powierzchni, zawsze jedną torpedą na statek. Żadnych strat, maksymalna skuteczność. Brytyjczycy nazywali go "Silent Otto". Zatopił ponad 40 statków, zanim jego okręt U-99 został zatrzymany w marcu 1941 roku. Günter Prien przeszedł do historii dzięki misji, którą wielu uznało za niemożliwą- w październiku 1939 roku wprowadził U-47 do Scapa Flow i zatopił pancernik HMS Royal Oak. Jego śmierć w 1941 roku wywołała w Niemczech żałobę narodową. Joachim Schepke zginął w tym samym miesiącu co Prien, kilka dni po Kretschmerze- nie był to przypadek. Brytyjczycy, wyposażeni w nowy sprzęt radiolokacyjny, zaczęli polować skuteczniej. Werner Henke, urodzony w Toruniu, dowodził U-515 i atakował z powodzeniem u wybrzeży Afryki Zachodniej i na Karaibach. Po pojmaniu przez Amerykanów odmówił współpracy z wywiadem i zginął zastrzelony podczas próby ucieczki z obozu Fort Hunt w 1944 roku.
Trzon niemieckiej floty podwodnej stanowił Typ VII- ponad 700 egzemplarzy, zasięg do 9000 mil, pięć wyrzutni torped, czas zanurzenia na 100 metrów: 30 sekund. Na nim walczyli Kretschmer, Prien i Schepke. Mniejszy Typ II przeznaczony był do działań przybrzeżnych na Morzu Północnym i Bałtyku. Oceaniczny Typ IX, z zasięgiem do 12 000 mil, umożliwiał samodzielne misje u wybrzeży Ameryki i Afryki. Prawdziwą rewolucją był natomiast Typ XXI, zwany Elektrobootem- nowe akumulatory pozwalały na dłuższe zanurzenie i cichszą pracę niż cokolwiek wcześniej, zasięg wynosił 15 500 mil, a sześć wyrzutni torped z automatycznym przeładowaniem robiło wrażenie nawet na papierze. Wszedł do służby zbyt późno, by zmienić losy wojny, ale stał się wzorem dla powojennych flot NATO i Związku Radzieckiego.
Podstawowe uzbrojenie U-bootów stanowiły torpedy kalibru 533 mm. Torpeda G7a była szybka, ale zostawiała widoczny ślad bąbli. G7e- elektryczna, wolniejsza, za to niewidoczna w wodzie. Od 1943 roku pojawiły się torpedy akustyczne T5 "Zaunkönig", naprowadzane na dźwięk śrub napędowych. Alianci odpowiedzieli pułapkami dźwiękowymi Foxer, które zakłócały ich celowanie.
Przez pierwsze trzy lata wojny straty aliantów rosły w zastraszającym tempie. Przełom nastąpił wiosną 1943 roku. Lotniskowce eskortowe wypełniły luki w ochronie konwojów. Radary centymetrowe pozwalały wykrywać U-booty w nocy i przy złej pogodzie. Kryptolodzy z Bletchley Park coraz skuteczniej łamali szyfr Enigmy, czytając rozkazy operacyjne Dönitza. W maju 1943 roku Niemcy stracili 41 U-bootów w ciągu jednego miesiąca. Dönitz czasowo wycofał flotę z Atlantyku. Powrót nie przyniósł już dawnych wyników.
Z ponad 1150 zbudowanych okrętów do końca wojny utracono ponad 700. Zginęło około 30 000 marynarzy U-Bootwaffe- niemal trzy czwarte wszystkich, którzy służyli pod banderą Kriegsmarine. Był to jeden z najwyższych wskaźników strat w całych siłach zbrojnych III Rzeszy. U-booty przez kilka lat trzymały Wielką Brytanię w strategicznym uścisku. Nie udało się go zacieśnić wystarczająco. Przegrały nie dlatego, że były złą bronią- lecz dlatego, że ich przeciwnicy uczyli się szybciej.
Zdjęcie:
Wikimedia Commons, Public Domain