Artykuły » Policja granatowa, bohaterowie i kolaboranci w jednym mundurze
Historia policji granatowej to jeden z najbardziej złożonych rozdziałów okupacji niemieckiej w Polsce i chcę go dziś opisać możliwie szeroko.

Formacja powstała pod koniec 1939 roku. Już 30 października, cztery dni po utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa, Wyższy Dowódca SS i Policji Friedrich Wilhelm Krüger wezwał przedwojennych polskich policjantów do zgłoszenia się władzom okupacyjnym. Kto nie zgłosił się do 10 listopada, temu groziły surowe kary. 17 grudnia 1939 roku generalny gubernator Hans Frank podpisał rozporządzenie o utworzeniu Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa, nazywanej potocznie granatową policją, od koloru mundurów odziedziczonych po przedwojennej Policji Państwowej.

Do służby trafiali głównie przedwojenni policjanci, uzupełniani funkcjonariuszami wysiedlonymi z ziem wcielonych do Rzeszy. Już pod koniec stycznia 1940 roku w szeregach było 8630 policjantów, w tym 1175 oficerów. Piętnaście miesięcy później liczba ta wzrosła do prawie 11300, a w latach 1943 i 1944 mundur nosiło średnio około 12500 osób jednocześnie. Łącznie przez formację, od 1939 do 1944 roku, przewinęło się około 18 do 20 tysięcy ludzi, niemal wyłącznie Polaków.

Struktura organizacyjna była mocno ograniczona. Niemcy nie pozwolili na utworzenie komendy głównej, więc policja granatowa miała charakter instytucji komunalnej, podlegającej starostwom powiatowym i miejskim, a nad całością nadzór sprawowała niemiecka policja porządkowa, czyli Ordnungspolizei. Powstało 41 oddziałów terenowych oraz siedem miejskich, a najwyższym szczeblem struktury były komendy powiatowe i miejskie, którym podlegały komisariaty i posterunki.

Do zadań policji granatowej należało utrzymanie porządku publicznego, bezpieczeństwo ogólne, ruch drogowy oraz ściganie przestępstw pospolitych i gospodarczych. Funkcjonariusze pełnili też służbę wartowniczą przy instytucjach okupacyjnych, w tym podczas przesłuchań i rozpraw, oraz asystowali niemieckiej policji przy pilnowaniu aresztantów. Niemiecka policja wkraczała do akcji dopiero wtedy, gdy wymagał tego, jak to określano, interes niemiecki. Policjanci mieli na wyposażeniu pistolet lub karabin oraz pałkę, broni białej, w przeciwieństwie do okresu przedwojennego, nie posiadali.

Najciemniejszą stroną działalności formacji był udział części jej funkcjonariuszy w akcjach wymierzonych w ludność żydowską. Granatowi byli angażowani w pilnowanie gett, udział w obławach na zbiegłych Żydów oraz w deportacjach do obozów. Historyk Jan Grabowski w książce "Na posterunku" opisał na podstawie zachowanych archiwaliów działalność co najmniej kilkudziesięciu policjantów na 124 lokalnych posterunkach, którzy brali udział w represjach i egzekucjach, często z własnej inicjatywy. 17 listopada 1941 roku w Warszawie doszło do pierwszej egzekucji Żydów, którzy uciekli z getta, z udziałem 32 polskich policjantów. Takie akcje wywoływały sprzeciw wśród części mundurowych, dlatego w marcu 1942 roku Niemcy oficjalnie zakazali wykorzystywania Policji Polskiej przy egzekucjach, choć zdarzały się one nadal.

Z drugiej strony część policjantów, z narażeniem życia, pomagała ukrywającym się Żydom, przeprowadzała ich z gett na aryjską stronę albo pomagała w zdobyciu fałszywych dokumentów. Instytut Yad Vashem przyznał tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata dziewięciu byłym granatowym policjantom, na około 20 tysięcy funkcjonariuszy, którzy przeszli przez tę formację. Wśród nich są posterunkowy Władysław Cieśla z Żołyni, Franciszek Baniaś z Krakowa oraz Bronisław Marchlewicz z Otwocka, który medal otrzymał w 2005 roku. Jednocześnie znany jest tragiczny przykład rodziny Ulmów z Markowej, zamordowanej wraz z ukrywanymi Żydami w marcu 1944 roku, do której doniesienie złożył granatowy policjant, a w samej akcji, obok niemieckich żandarmów, wzięło udział też kilku funkcjonariuszy tej formacji.

Od samego początku okupacji część policjantów angażowała się w konspirację. Już w 1939 roku podinspektor Marian Kozielewski, przedwojenny komendant Policji Państwowej na Warszawę, zaczął budować tajne struktury wewnątrz formacji. 7 maja 1940 roku Gestapo aresztowało 69 oficerów warszawskiej policji, w tym Kozielewskiego, w ramach tak zwanej Akcji AB. Część aresztowanych trafiła do powstającego wtedy obozu koncentracyjnego Auschwitz. W lutym 1941 roku Delegatura Rządu RP na Kraj powołała Państwowy Korpus Bezpieczeństwa, konspiracyjne kadry policji podziemnej budowane w oparciu o granatowych policjantów związanych z podziemiem. W październiku 1943 roku liczebność tej struktury, bez dystryktu lubelskiego, wynosiła 8400 osób. Historycy szacują, że czynną współpracę z podziemiem podjęło od 20 do 30 procent wszystkich granatowych policjantów.

Policjanci związani z konspiracją płacili za to wysoką cenę. W okresie od lutego 1943 do sierpnia 1944 roku sam dystrykt krakowski aresztował kilkudziesięciu podejrzanych o przynależność do podziemia funkcjonariuszy, a 6 listopada 1943 roku dwunastu z nich rozstrzelano na terenie obozu koncentracyjnego Płaszów. Na początku 1944 roku w Krakowie rozstrzelano kolejnych 40 policjantów podejrzanych o współpracę z Armią Krajową. Zdarzały się też wyroki w drugą stronę, wydawane przez podziemne sądy na szczególnie gorliwych kolaborantów. Tylko latem 1943 roku w Warszawie skazano na śmierć pięciu funkcjonariuszy, a w dystrykcie krakowskim wykonano wyroki na 38 policjantach, natomiast w podregionie rzeszowskim na 33, co stanowiło około 7 procent wszystkich wyroków śmierci wydanych tam przez polskie podziemie.

Służba w policji granatowej wiązała się z realnym niebezpieczeństwem także ze strony Niemców. Odmowa służby, dezercja albo utrata broni czy munduru groziły zesłaniem do obozu koncentracyjnego, a od 1942 roku także karą śmierci. Z tego powodu Armia Krajowa zakazała wtedy rozbrajania granatowych policjantów. W 1942 roku średnio co cztery dni ginął jeden funkcjonariusz tej formacji.

Policja granatowa nie była zjawiskiem wyjątkowym, podobne formacje policji komunalnej, złożone z miejscowej ludności i podporządkowane niemieckim władzom, funkcjonowały niemal we wszystkich okupowanych krajach Europy, poza Związkiem Sowieckim. W samych gettach Niemcy utworzyli też odrębną, złożoną z Żydów Żydowską Służbę Porządkową, zwaną Jüdischer Ordnungsdienst, która pełniła funkcje policyjne wewnątrz gett i której funkcjonariuszom polskie podziemie zapowiadało rozliczenie po wojnie, tak samo jak zdrajcom w szeregach granatowej policji.

Policja granatowa została formalnie rozwiązana 15 sierpnia 1944 roku, na mocy dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Po wojnie los byłych policjantów potoczył się bardzo różnie. Na podstawie tak zwanego dekretu sierpniowego z 31 sierpnia 1944 roku odbyło się co najmniej 30 procesów sądowych obejmujących około 70 wymienionych z nazwiska granatowych policjantów, dotyczących głównie udziału w obławach na Żydów ukrywających się po niemieckich akcjach deportacyjnych. Historycy podkreślają, że w realiach stalinowskich część wyroków była rzetelna, ale zdarzały się też przypadki wypaczania zakresu winy oskarżonych albo karania osób niewinnych. Inni byli policjanci zostali po wojnie uznani za żołnierzy podziemia i odznaczeni, a jeszcze inni po prostu wrócili do cywilnego życia bez żadnego rozliczenia. Ta niejednoznaczność sprawia, że historycy do dziś spierają się o ogólną ocenę tej formacji.
NOWOŚCI WYDAWNICZE
Tajemnice sojuszników Hitlera
MEDYCZNE ZBRODNIE NAZISTÓW
DLA PARTNERÓW
Copyright © 2006-2026 Vaterland.pl