..."Bez Mojej Wiedzy i Zgody Nawet Wróbel nie przeleci nad Berlinem!"...
Herman Goering 1940 rok
Siły powietrzne III Rzeszy, czyli Luftwaffe, miały być według Hermanna Göringa tarczą nie do przebicia. Na początku 1940 roku mówił z przekonaniem: „Bez mojej wiedzy i zgody nawet wróbel nie przeleci nad Berlinem”. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że już wkrótce przyjdzie załamanie potęgi jego lotnictwa, a stolica Rzeszy stanie się jednym z głównych celów nalotów dywanowych.
Niemieckie lotnictwo wojskowe narodziło się jeszcze w czasie I wojny światowej jako wsparcie dla armii lądowej. Po klęsce Niemiec traktat wersalski zakazał posiadania lotnictwa wojskowego, jednak pozostawił lukę prawną. Nie zabroniono samolotów sportowych ani maszyn wodnych, oficjalnie cywilnych. Niemcy szybko to wykorzystali. Zaczęły powstawać aerokluby, gdzie pod przykrywką szkolenia sportowego przygotowywano przyszłe kadry pilotów. Dodatkowo nawiązano współpracę wojskową ze Związkiem Radzieckim. Na radzieckich lotniskach testowano niemieckie samoloty, szkolono pilotów i instruktorów. Gdy naziści przejęli władzę w 1933 roku, maskarada przestała być potrzebna. Rozpoczął się otwarty wyścig zbrojeń. Dowódcą tworzonej oficjalnie Luftwaffe został Hermann Göring, działacz NSDAP i były as myśliwski z I wojny. Skupił wokół siebie ludzi, którzy mieli zbudować jedną z najgroźniejszych broni przyszłego konfliktu. Wśród nich byli między innymi Ernst Udet, Erhard Milch, Willy Messerschmitt i Hugo Junkers.
Zaczęła się masowa produkcja bombowców i myśliwców. Równolegle tworzono oddziały obrony przeciwlotniczej oraz tak zwane dywizje polowe Luftwaffe, przeznaczone do walki na lądzie. Na część bombowców montowano syreny, których wycie podczas ataku miało potęgować grozę nalotów i działać psychologicznie na ludność cywilną. Pierwszym wielkim poligonem doświadczalnym dla Luftwaffe była wojna domowa w Hiszpanii w latach 1936–1939. Niemiecki Legion Condor wspierał generała Francisco Franco. Tam przetestowano taktykę nalotów terrorystycznych. Symbolem tego etapu stało się zniszczenie Guerniki. W Hiszpanii rozpoczynały się kariery wielu późniejszych asów i dowódców: Adolfa Gallanda, Hansa Ulricha Rudla czy Wolframa von Richthofena, który później dowodził między innymi nalotem na Wieluń we wrześniu 1939 roku.
Wybuch II wojny światowej w 1939 roku dał Luftwaffe szansę na pełne wykorzystanie jej potencjału. Podczas kampanii polskiej niemieckie lotnictwo siało zniszczenie wśród wojska i ludności cywilnej, bombardując takie miasta jak Wieluń, Warszawa czy Poznań. Skuteczność Luftwaffe była jednym z ważnych czynników szybkiego zwycięstwa Niemiec. W 1940 roku siły powietrzne III Rzeszy odegrały kluczową rolę w błyskawicznym podboju państw Europy Zachodniej i Skandynawii. Bombowce i myśliwce wspierały niemieckie dywizje pancerne, niszcząc węzły komunikacyjne, mosty i kolumny wojsk. Wydawało się, że Göring ma pełne prawo do pychy.
Jednak już w tym samym roku pojawiły się pierwsze poważne porażki. Pod Dunkierką, gdy brytyjski Korpus Ekspedycyjny był w zasadzie w pułapce, wojska lądowe otrzymały rozkaz zatrzymania natarcia. Göring zapewniał Hitlera, że Luftwaffe „załatwi sprawę” i zniszczy wycofujące się wojska brytyjskie. Obiecywał, że to zadanie dla jego lotnictwa. Rzeczywistość okazała się inna. Tysiące żołnierzy brytyjskich i francuskich zdołało ewakuować się drogą morską. Potem przyszła porażka jeszcze dotkliwsza- bitwa o Anglię. Luftwaffe miała złamać opór Wielkiej Brytanii, zniszczyć jej lotnictwo i infrastrukturę. Zamiast szybkiego zwycięstwa Niemcy ponieśli ciężkie straty. Decydującą rolę odegrała determinacja RAF, nowoczesny system obrony i udział pilotów z innych krajów, w tym polskich dywizjonów myśliwskich. Straty Luftwaffe sięgały tysięcy maszyn, a plan podporządkowania Wielkiej Brytanii z powietrza zakończył się klęską.
W 1941 roku niemieckie lotnictwo uczestniczyło jeszcze w serii zwycięstw- w kampanii bałkańskiej i w początkowej fazie wojny ze Związkiem Radzieckim. Bombowce niszczyły lotniska i składy, myśliwce zdobywały przewagę w powietrzu. Jednak od samego początku wojny na wschodzie siły powietrzne zaczęły ponosić ogromne straty. Z czasem ginęli najlepsi piloci, a przemysł, mimo starań, nie nadążał z produkcją nowoczesnych samolotów. Testem, którego Luftwaffe nie zdała, była bitwa pod Stalingradem. Göring obiecał Hitlerowi, że jego lotnictwo będzie w stanie zaopatrywać okrążoną 6 Armię, dostarczając jej około 300 ton zaopatrzenia dziennie.
W rzeczywistości, przy rozproszonych siłach i ograniczonej liczbie samolotów transportowych, było to zadanie niewykonalne. Na wschodzie i innych frontach potrzebowano setek maszyn, których po prostu nie było. Do kotła stalingradzkiego docierała mniej więcej połowa obiecanego zaopatrzenia, często jeszcze mniej. Żołnierze marznący w ruinach miasta nie dostawali zarówno żywności, jak i amunicji w potrzebnej ilości. Brak możliwości skutecznego mostu powietrznego stał się jednym z czynników klęski pod Stalingradem. Mimo tej kompromitacji Göringowi nie stało się nic. To jego współpracowników obarczono winą. Z urzędów spadły głowy wielu zdolnych ludzi, a część z nich popełniła samobójstwo. Wśród nich był między innymi Ernst Udet.
W tym czasie nad Niemcami zaczął zbierać się inny, jeszcze groźniejszy cień- alianckie naloty dywanowe. Z początku niemiecka obrona przeciwlotnicza radziła sobie nieźle, zwłaszcza gdy atakujące samoloty nadlatywały w mniejszych formacjach. Jednak gdy na wschodzie rosły straty, gdy ginęli doświadczeni piloci, a przemysł lotniczy coraz bardziej cierpiał z powodu braku surowców i bombardowań, zdolność obrony zaczęła gwałtownie maleć. Brytyjczycy postanowili odpowiedzieć za bombardowanie Londynu i innych miast. Od 1942 roku naloty na cele w Niemczech stawały się coraz częstsze i coraz potężniejsze. Do RAF i polskich załóg dołączyły niedługo amerykańskie załogi ciężkich bombowców. Najpierw zaczęto systematycznie atakować drogi, mosty, zakłady zbrojeniowe i linie kolejowe w krajach okupowanych, aby zdławić dostawy na front wschodni. Gdy ten cel w dużej mierze osiągnięto, ciężar bombardowań przeniósł się na teren samej III Rzeszy.
Pierwszym wielkim celem stało się Zagłębie Ruhry- serce niemieckiego przemysłu. Od marca 1943 roku rozpoczęły się tam potężne naloty. Niemcy przygotowali do obrony setki myśliwców, licząc na powstrzymanie ataków. Mimo tego alianckie bombowce zdołały poważnie uszkodzić zakłady zbrojeniowe, między innymi zakłady Kruppa w Essen. Produkcja w tym rejonie spadła drastycznie i nigdy nie wróciła już do poziomu sprzed nalotów. Zniszczono także ważne tamy w rejonie Ruhry, powodując powodzie i paraliż energetyczny. Był to dopiero początek. Kolejnymi celami stały się miasta portowe, tak ważne dla niemieckiej wojny morskiej: Brema, Kilonia, Wilhelmshaven. Symbolem zniszczenia stał się Hamburg, bombardowany w dzień i w nocy. W nalotach używano mieszaniny bomb burzących i zapalających. Miasto płonęło całymi dzielnicami, powstawały burze ogniowe, a obrona przeciwlotnicza praktycznie przestawała istnieć. Zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, ogromna część zabudowy została zniszczona. W pewnym sensie był to mroczny „wstęp” do tego, co spotkało później Drezno.
W miarę jak naloty się nasilały, Niemcy zaczęli pytać, gdzie jest człowiek, który jeszcze niedawno zapewniał, że nawet wróbel nie przeleci nad Berlinem bez jego zgody. Göring w tym czasie objeżdżał zniszczone miasta, składał puste obietnice pomocy i zemsty, ale nie miał już realnych środków, by je spełnić. Kulminacja alianckich bombardowań przypadła na lata 1944–1945, zwłaszcza po wyzwoleniu Francji. Lotnictwo alianckie mogło startować z licznych lotnisk bliżej granic Rzeszy, co ułatwiało naloty i zwiększało ich częstotliwość.
Symbolicznym przykładem desperacji Luftwaffe był atak z 1 stycznia 1945 roku, znany po stronie alianckiej jako „rajd na kacu”. Niemieckie lotnictwo uderzyło wtedy na alianckie lotniska w Europie Zachodniej, chcąc zadać im dotkliwy cios. Choć zniszczono sporo samolotów na ziemi, Luftwaffe straciła ponad trzysta własnych maszyn oraz wielu doświadczonych pilotów. Dla aliantów była to strata do odrobienia. Dla Niemiec- cios, którego nie dało się już naprawić.
Alianci postanowili do końca wykorzystać przewagę w powietrzu. Naloty objęły kolejne miasta: Kassel, Hanower, Essen, Mannheim, Frankfurt nad Menem, Berlin. Stolica III Rzeszy była bombardowana przez Brytyjczyków i Amerykanów, a w końcowej fazie wojny także przez lotnictwo radzieckie. Drezno przeżyło swój kataklizm w dniach 13 i 14 lutego 1945 roku. Miasto, dotąd stosunkowo mało bombardowane, zostało zaatakowane przez setki bombowców. Mieszanka bomb burzących i zapalających doprowadziła do niewyobrażalnego pożaru. Zginęły dziesiątki tysięcy ludzi, zdecydowana większość zabudowy została obrócona w ruinę, setki tysięcy osób straciły dach nad głową.
Luftwaffe stanowiła już tylko cień samej siebie. Nie było mowy o skutecznej obronie przed nalotami. Coraz więcej samolotów przerzucano zresztą na front, aby choć trochę wesprzeć walczące na ziemi oddziały. Podczas ostatnich walk na wschodzie przewaga przeciwnika była przytłaczająca. W bitwie o wzgórza Seelowskie i nad Odrą naprzeciw kilku tysięcy samolotów radzieckich stanęło zaledwie kilkaset maszyn niemieckich, często z zapasami paliwa i amunicji na zaledwie dwa dni walk. Efekt mógł być tylko jeden- całkowita katastrofa.
Po zakończeniu wojny niemieckie siły powietrzne zostały uznane za jednego z głównych sprawców terroru z lat 1939–1945. To bombowce Luftwaffe otworzyły epokę nalotów na miasta europejskie. Jednocześnie wielu konstruktorów, pilotów i specjalistów lotniczych znalazło po wojnie zatrudnienie w różnych krajach świata. Ich wiedza i doświadczenie zostały wykorzystane w powojennej odbudowie lotnictwa, już w nowym, zimnowojennym układzie sił.