Artykuły »
Himmler, Bormann, Goering, Goebbels, wojna o władzę w cieniu wodza
We wszystkich dyktaturach przychodzi moment, gdy walka o względy wodza przeradza się w otwartą rywalizację o władzę. W III Rzeszy nie było inaczej. Najważniejsi naziści czekali tylko na odpowiednią chwilę, aby skoczyć sobie do gardeł. Ktoś trafnie porównał ich do stada żmij, które w każdej chwili może się nawzajem śmiertelnie ukąsić. Goering nie znosił Bormanna, Himmler Goeringa, Bormann Himmlera, a nad wszystkim unosiła się postać Adolfa Hitlera, który tę rywalizację świadomie podsycał.
W Berchtesgaden, w cieniu Berghofu, wyrastały wille najważniejszych nazistów, w bezpośrednim sąsiedztwie rezydencji wodza, na wszelki wypadek, gdyby Hitler nagle zechciał kogoś wezwać. Jedynie Josef Goebbels nie budował tam własnej willi, choć bywał częstym gościem i nocował w eleganckim hotelu Kaiserhof. Szczególnie wyraźnie ta walka o wpływy była widoczna w ostatnich dniach istnienia III Rzeszy, gdy ofiary z ludzi przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Artykuł ten pokazuje najważniejsze postacie z najbliższego otoczenia Adolfa Hitlera oraz mechanizmy ich rywalizacji.
Heinrich Himmler
Władza pożera tych, którzy nie znają umiaru, to powiedzenie doskonale pasuje do Heinricha Himmlera, Reichsführera SS. Dla wielu współczesnych był on najpotężniejszym człowiekiem w III Rzeszy. Jednym rozkazem mógł wysłać na śmierć tysiące ludzi, nadzorował aparat terroru i obozy koncentracyjne. W propagandzie przedstawiano go jako wiernego sługę Hitlera aż do końca. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej złożona.
Himmler marzył o tym, aby przejąć pełnię władzy w III Rzeszy. Gromadził stanowiska, wpływy, majątek, lojalnych współpracowników. Pod koniec wojny dysponował własną armią fanatycznie oddaną formacją Waffen SS, liczącą ponad trzydzieści osiem dywizji, czyli około miliona żołnierzy. Były to oddziały świetnie uzbrojone, dobrze wyszkolone i przede wszystkim wychowane w duchu bezwarunkowego posłuszeństwa nazistowskiej ideologii.
Motto SS, Meine Ehre heisst Treue, czyli moim honorem jest wierność, wyryte na sztyletach esesmanów i powtarzane podczas ślubowania, miało oznaczać wierność Adolfowi Hitlerowi. W praktyce coraz częściej oznaczało wierność samemu Himmlerowi oraz jego wizji roli SS.
Po zamachu z dwudziestego lipca 1944 roku Himmler przejął kontrolę nad armią rezerwową, odpowiedzialną za utrzymanie porządku wewnątrz kraju. W jego rękach znajdowała się policja niemiecka, którą dowodził już od 1936 roku, aparat bezpieczeństwa w postaci Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, którym kierował Ernst Kaltenbrunner, wywiad zagraniczny SD, na którego czele stał Walter Schellenberg. SS przeniknęło do wszystkich istotnych sfer państwa od przemysłu po finanse.
To ludzie Himmlera rozpracowali, zniszczyli i zastraszyli niemiecką opozycję. Wciąż powraca pytanie, czy sam szef SS nie był zainteresowany tym, aby zamach na Hitlera z dwudziestego lipca przynajmniej częściowo dopuścić do skutku. Gestapo kilka dni wcześniej aresztowało wielu uczestników spisku i dzięki brutalnym przesłuchaniom zdobyło szczegółowe informacje. Himmler wiedział o planie, a mimo to nie podjął zdecydowanych działań, aby mu zapobiec. Co więcej, podczas narady w Wilczym Szańcu, gdzie podłożono bombę, nie było go, choć zazwyczaj pojawiał się na tego typu posiedzeniach jako jeden z pierwszych.
Po zamachu spiskowcy zostali rozstrzelani błyskawicznie, często bez formalnego procesu. Taki pośpiech w usuwaniu świadków, którzy mogli powiedzieć zbyt wiele, jest co najmniej zastanawiający.
Podobne wątpliwości budzi zamach Georga Elsera w Monachium w listopadzie 1939 roku. Zamachowiec dysponował planami lokalizacji, zdjęciami, mógł spokojnie pracować przy jednym z filarów piwiarni Bürgerbräukeller. Nikt nie zareagował na odgłosy w nocy ani na ślady prac. Hitler ocalał, ponieważ niespodziewanie wyszedł z sali kilka minut wcześniej. Co znamienne, już w pociągu, kilka minut po wybuchu, znalazł się u jego boku Himmler, który gratulował wodzowi cudownego ocalenia.
Elser trafił do obozu Dachau, jednak w przeciwieństwie do wielu więźniów nie został natychmiast zamordowany. Umieszczono go w wydzielonej części obozu, zajmował się konstruowaniem bomb z opóźnionym zapłonem, opartych między innymi na brytyjskich materiałach wybuchowych zdobytych na froncie wschodnim. Strażnikom polecono, aby traktowali go łagodniej, spełniali życzenia dotyczące jedzenia i prasy. To bardzo nietypowe podejście wobec człowieka, który chciał zabić przywódcę państwa.
Himmler ostatecznie nie zdobył władzy z jednego powodu przez całą wojnę, aż do ostatnich dni, panicznie bał się Hitlera. Gdy pod koniec kwietnia 1945 roku do bunkra w Berlinie dotarły informacje o jego próbie nawiązania rokowań z aliantami zachodnimi, Hitler wydał rozkaz pozbawienia Himmlera wszystkich funkcji i skazania go na śmierć. Rozkazu tego już nie wykonano, gdyż państwo właśnie się rozpadało, ale polityczna kariera Reichsführera SS została definitywnie zakończona.
Himmler wpadł w ręce Brytyjczyków, zginął po przegryzieniu kapsułki z cyjankiem. Okoliczności jego śmierci do dziś budzą kontrowersje. Krążą opinie, że został uciszony, ponieważ mógł ujawnić niewygodne informacje o tajnych rozmowach, przepływie pieniędzy i pośrednikach. Brytyjski rząd utajnił dokumenty dotyczące Himmlera na sto lat, do roku 2045, co jedynie podsyca domysły.
Martin Bormann
Martin Bormann, sekretarz Hitlera, a zgodnie z jego testamentem także minister do spraw NSDAP, był kolejnym, któremu marzyła się absolutna władza. Nazywano go szarą eminencją i cieniem Adolfa Hitlera. W odróżnieniu od Himmlera nie dowodził armią ani aparatem policyjnym. Jego siła brała się z czegoś innego, z bezpośredniego dostępu do wodza, dokumentów i informacji.
Kariera Bormanna zaczęła się w latach dwudziestych, gdy Rudolf Hess, ówczesny zastępca Hitlera, powierzył mu zarządzanie kasą zapomogową dla członków SA rannych w bójkach. Na tym stanowisku Bormann wykazał się ogromnym talentem do finansowych machinacji. Pomnażał majątek NSDAP, wykorzystując wszelkie możliwe sposoby, jakie tylko pozwalało prawo, a czasem i poza nim.
Kolejnym krokiem było małżeństwo z Gerdą Buch, fanatyczną zwolenniczką nazizmu, córką Waltera Bucha, przyjaciela Hitlera. Sam Adolf został świadkiem na ślubie, co umocniło pozycję Bormanna.
Bormann wiedział bardzo dużo o czołowych nazistach, o ich ciemnych interesach, słabościach, nałogach. Znano go jako erotomana i alkoholika, ale przede wszystkim jako człowieka, który gromadził kompromitujące informacje. Ci, którzy stawali mu na drodze, często ginęli na frontach lub byli po prostu usuwani z wysokich stanowisk. Hitler nigdy nie odmawiał prośbom swojego sekretarza, zwłaszcza gdy dotyczyły przesunięć kadrowych.
Przez ręce Bormanna przechodziły najważniejsze dokumenty. Miał wgląd w decyzje dotyczące zbrodni, w finanse partii, w proceder wywożenia ogromnych sum pieniędzy i majątku za granicę. Potrafił tak wpłynąć na Hitlera, że ten został ojcem chrzestnym wszystkich jego ośmiorga dzieci. Był nim także dla dzieci Josefa Goebbelsa.
Sekretarz Hitlera nie tylko zarządzał dopływem informacji do wodza, ale często decydował także o tym, kto i kiedy może wejść do jego gabinetu. Obok kamerdynera Heinza Lingego to właśnie on wyznaczał kolejność audiencji.
Podczas nalotów alianckich Bormann odwiedzał zniszczone miasta, nie kierował się współczuciem wobec ofiar, lecz chęcią znalezienia nowych rezerw ludzi do wysłania na front. W ostatnich miesiącach wojny jako jeden z pierwszych przeniósł się do podziemnego bunkra pod Kancelarią Rzeszy, gdzie jego uzależnienie od alkoholu jeszcze się pogłębiło.
Był świadkiem ślubu Hitlera z Evą Braun, mimo że ta szczerze go nie znosiła. Uczestniczył w spaleniu ich ciał w ogrodzie Kancelarii. W nocy z pierwszego na drugi maja 1945 roku zdołał wydostać się z okrążonego Berlina, zabierając ze sobą jeden z oryginałów testamentu Hitlera. Od tego momentu zaczynają się spekulacje.
Jedni twierdzili, że zginął, próbując się przebić. Inni sugerowali, że uciekł z pomocą Brytyjczyków, zainteresowanych jego wiedzą o naziście ukrytym majątku i siatkach ucieczkowych. Pojawia się także nazwisko Iana Fleminga, oficera brytyjskiego wywiadu i przyszłego autora przygód Jamesa Bonda. Miał on przebywać w pobliżu Berlina w pierwszych dniach maja 1945 roku. Dokumenty na temat Bormanna również objęto ścisłą tajemnicą aż do roku 2045.
Josef Goebbels
Josef Goebbels, minister propagandy i oświecenia publicznego oraz gauleiter Berlina, również marzył o władzy. Formalnie osiągnął ją na bardzo krótko. Zgodnie z testamentem Hitlera został kanclerzem III Rzeszy. Sprawował ten urząd zaledwie od trzydziestego kwietnia do pierwszego maja 1945 roku.
Goebbels dołączył do ruchu nazistowskiego w latach dwudziestych, początkowo jego poglądy były bardziej lewicowe, z silnymi sympatiami do komunizmu. Hitler postanowił przeciągnąć go na swoją stronę. Na pierwsze spotkanie wysłał po Goebbelsa własny samochód z kierowcą, a w rozmowie potrafił tak na niego wpłynąć, że ten zmienił swoje przekonania. Goebbels miał później powiedzieć, Mein Führer, sprawił pan, że ujrzałem światło.
Jego żona, Magdalena Goebbels, była przez długi czas uznawana za pierwszą damę III Rzeszy, ponieważ oficjalnie nie wspominano o istnieniu Evy Braun. Małżeństwo Goebbelsów skrywało też tajemnicę, pierwszym mężem Magdy był Günther Quandt, przemysłowiec o żydowskich korzeniach, z którym miała syna Haralda, pilota Luftwaffe. Harald przeżył wojnę i dostał się do niewoli radzieckiej.
Kariera Goebbelsa rozwijała się u boku Hitlera aż do końca III Rzeszy. Jego liczne romanse, między innymi z czeską aktorką Lilą Barovą, nie zaszkodziły mu mimo, że na punkcie rodzinnej moralności naziści byli wyjątkowo przewrażliwieni. Sam Goebbels chciał rozwieść się z Magdą i poślubić aktorkę, lecz Hitler się na to nie zgodził.
Minister propagandy odpowiadał za całkowitą indoktrynację społeczeństwa. Szczególnym celem była młodzież. Co ciekawe, wobec własnych dzieci nie prowadził politycznej indoktrynacji w domu, uznając, że od tego jest szkoła. To z jego inicjatywy już pierwszego września 1939 roku wprowadzono w Niemczech kartki żywnościowe oraz system racjonowania. Później podobnie reglamentowano paliwo.
Goebbels był gorącym zwolennikiem wojny totalnej. Dał temu wyraz w słynnym wystąpieniu w Sportpalast w 1943 roku, pytając zgromadzonych działaczy, czy chcecie wojny totalnej, wojny na całkowite wyniszczenie. Rozszalały tłum odpowiedział trzykrotnym Sieg Heil.
Pod koniec wojny Goebbels osobiście wizytował zbombardowane miasta, czego nie robił Hitler. Odwiedzał też oddziały na froncie wschodnim, między innymi pod Nysą, Głogowem i Lubaniem. Nie kierował się litością, lecz chęcią znalezienia nowych ludzi do walki. W jednym z ostatnich wystąpień wobec dziennikarzy powiedział, naród niemiecki sam wybrał sobie taki los, skoro współpracowaliście ze mną, ci którzy przyjdą po mnie poderżną wam gardła. Przewidywania te się nie sprawdziły, wielu jego współpracowników przeżyło.
Pierwszego maja 1945 roku, dzień po śmierci Hitlera, Josef Goebbels, krótko wcześniej mianowany kanclerzem, popełnił samobójstwo wraz z żoną. Wcześniej oboje zdecydowali o zamordowaniu sześciorga swoich dzieci. Wszystkie miały imiona na literę H, na cześć ich ojca chrzestnego, Adolfa Hitlera. Najstarsza córka miała dwanaście lat, najmłodsza cztery. Goebbels do końca deklarował chęć odejścia razem ze swoim wodzem.
Hermann Goering
Hermann Goering, marszałek Rzeszy, premier Prus, przewodniczący Reichstagu, twórca Gestapo, dowódca Luftwaffe, zgromadził tyle tytułów, ile żaden inny nazistowski dygnitarz. Był jednym z pierwszych współpracowników Hitlera, uczestnikiem puczu monachijskiego w 1923 roku, w trakcie którego został ciężko ranny.
Część życia zawdzięczał swojej pierwszej żonie, Szwedce Carin von Kantzow, która pomogła mu w ucieczce i leczeniu w Austrii. Hitler doceniał jego oddanie i lojalność. Goering sam powtarzał, że jego jedyną ideologią jest walka.
W latach trzydziestych i na początku lat czterdziestych znajdował się u szczytu wpływów. W 1941 roku specjalnym dekretem Hitler mianował go swoim następcą na wypadek nagłej śmierci wodza. Jednocześnie Goering został twarzą nazistowskiej dyplomacji wobec wielu państw, w tym Polski. Często przyjeżdżał na polowania do prezydenta Ignacego Mościckiego, przewodniczył delegacji na pogrzeb Józefa Piłsudskiego w 1935 roku.
Jednocześnie był silnie uzależniony od narkotyków, morfiny, parakodeiny, środków pobudzających. Gdy w czasie wojny ograniczono dostęp do tych substancji, rozkazał więzionym w obozach lekarzom i chemikom opracować zamienniki. Tak powstał narkotyk, który nazwał Dolfiną, na cześć Adolfa Hitlera.
Propaganda nie pokazywała go w momentach, gdy przechadzał się po swojej posiadłości w Carinhall ubrany w togę, obwieszony biżuterią, w pełnym makijażu. Nie pokazywała też oswojonych lwów, sprowadzonych specjalnie z Afryki, ani gigantycznej makiety kolejowej, która była prezentem urodzinowym od żołnierzy Luftwaffe.
Choć Luftwaffe ponosiła coraz większe straty, a produkcja nowych samolotów nie nadążała za potrzebami frontu, Hitler długo oszczędzał Goeringa. Gdy coś szło nie tak, częściej spadały głowy młodszych dowódców lub konstruktorów niż marszałka.
Około 1943 roku sam Goering zdał sobie sprawę, że wojna jest przegrana. Stało się to w chwili, gdy obserwował amerykańskie bombowce eskortowane przez myśliwce Mustang. Miał wtedy powiedzieć, panowie, widzicie ten widok, właśnie przegraliśmy wojnę.
Pod koniec wojny zaszył się na południu Niemiec, licząc, że w odpowiednim momencie przejmie władzę. Wysłał do Hitlera telegram, w którym pytał, czy wobec pozostania wodza w oblężonym Berlinie wchodzą w życie postanowienia dekretu sukcesyjnego. Zapowiedział, że jeśli do określonej daty nie otrzyma odpowiedzi, uzna, że wódz utracił możliwość sprawowania władzy. Hitler zareagował wściekłością, pozbawił go wszystkich stanowisk i kazał aresztować.
W praktyce Goering przebywał w areszcie domowym w swojej własnej posiadłości w Mauterndorfie, pilnowany przez oddział SS. Rozkaz brzmiał, że po upadku Berlina ma zostać rozstrzelany. Do jego wykonania nie doszło, ponieważ jednostkę pilnującą Goeringa rozbroili żołnierze niemieckiej obrony przeciwlotniczej, wycofujący się przed Amerykanami. Wkrótce potem Goering dostał się do niewoli amerykańskiej i stanął w Norymberdze przed sądem. Kilka godzin przed planowaną egzekucją popełnił samobójstwo, łykając kapsułkę z cyjankiem potasu.
Joachim von Ribbentrop
Joachim von Ribbentrop, minister spraw zagranicznych III Rzeszy, także mógł odegrać ważną rolę w walce o schedę po Hitlerze. Wielu nazistów uważało go za ograniczonego durnia. Wspominano choćby jego wpadkę w Londynie, gdy jako ambasador złożył listy uwierzytelniające królowi w mundurze SS, z wojskowymi butami, wykonując gest Heil Hitler.
Ribbentrop rzeczywiście popełniał gafy, był jednak niezwykle pracowity, mimo problemów zdrowotnych gruźlicy w młodości i operacji usunięcia nerki. Z zawodu był sprzedawcą szampana, o słabej głowie. Nawet tytuł von zawdzięczał adopcji przez ciotkę z arystokratycznej rodziny.
Jako ambasador w Wielkiej Brytanii odniósł jednak sukces, doprowadzając do porozumienia morskiego, które umożliwiło Niemcom rozbudowę floty. Później Hitler powierzył mu stanowisko ministra spraw zagranicznych. Ribbentrop odegrał kluczową rolę w procesie Anschlussu Austrii oraz w aneksji Sudetów, a także w utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw.
W sierpniu 1939 roku udał się do Moskwy, gdzie dwudziestego drugiego sierpnia podpisał pakt Ribbentrop Mołotow, przesądzający o podziale wpływów w Europie Środkowej i Wschodniej. Podczas bankietu na cześć niemieckiej delegacji wódka z pieprzem okazała się tak mocna, że minister musiał opuścić salę podtrzymywany przez tłumacza.
Do końca wojny odpowiadał za politykę zagraniczną III Rzeszy. W ostatnich tygodniach konfliktu nie znalazł miejsca w rządzie Karla Dönitza. Postanowił się ukryć, lecz zdradził go rozrzutny styl życia. Został rozpoznany i aresztowany, a jego własne słowa Doskonale pan wie, kim jestem, przyspieszyły identyfikację.
W Norymberdze uznano go winnym wszystkich punktów aktu oskarżenia i skazano na śmierć przez powieszenie. Po samobójstwie Goeringa to właśnie Ribbentrop jako pierwszy stanął na szubienicy. Zawsze pragnął być na pierwszym planie. Spełniło się to w najbardziej ponury możliwy sposób.
Karl Dönitz
Karl Dönitz, wielki admirał Kriegsmarine, jest przykładem powiedzenia, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. W najbliższym kręgu Hitlera znalazł się stosunkowo późno. Dopiero od 1943 roku wódz zaczął liczyć się z jego zdaniem.
Dönitz był człowiekiem pracowitym, upartym, często mówił rzeczy niepopularne. Przeciwstawił się na przykład planom czasowego wycofania ciężkich okrętów nawodnych z działań wojennych. Prowadził energiczną rozbudowę floty podwodnej, która długo stanowiła poważne zagrożenie dla alianckiej żeglugi.
Wojna przyniosła mu osobiste tragedie. Obaj jego synowie zginęli jako członkowie załóg okrętów podwodnych. Mimo to admirał lojalnie wykonywał obowiązki i stopniowo zyskiwał zaufanie Hitlera. Po zamachu dwudziestego lipca 1944 roku Dönitz jako jeden z pierwszych poinformował drogą radiową społeczeństwo o nieudanej próbie zabicia wodza.
Na początku 1945 roku, za namową ministra uzbrojenia Alberta Speera, Hitler rozważał Dönitza jako jednego z potencjalnych następców. Pod koniec kwietnia admirał otrzymał rozkaz ewakuacji dowództwa marynarki do Flensburga. Trzydziestego kwietnia 1945 roku radio ogłosiło komunikat, Fuhrer Rzeszy Adolf Hitler poległ w obronie Niemiec, na mocy testamentu władzę obejmuje wielki admirał Karl Dönitz.
Nowy przywódca szybko przystąpił do działania. Rozwiązał NSDAP i powołał rząd możliwie apolityczny. Odrzucił Himmlera, pokazując mu rozkaz Hitlera nakazujący aresztowanie szefa SS. Nie włączył do rządu Ribbentropa. Rządy Dönitza trwały jednak bardzo krótko. Dwudziestego trzeciego maja 1945 roku wojska brytyjskie wkroczyły do Flensburga i aresztowały członków ostatniego rządu Rzeszy.
Przed trybunałem w Norymberdze Dönitz otrzymał stosunkowo łagodny wyrok dziesięciu lat więzienia. Jednym z powodów były jego rozkazy nakazujące ratowanie rozbitków ze statków, co kontrastowało z praktykami części dowódców alianckich. Po wyjściu na wolność w 1956 roku nie angażował się już w politykę, zmarł w 1980 roku.
Hitler i zasada dziel i rządź
Jak reagował Hitler na tę wojnę w szeregach własnej elity. W sposób chłodny i świadomy. W polityce liczy się skuteczność, nie sentymenty. Przywódca III Rzeszy stosował prostą, starą zasadę, dziel, rządź i nagradzaj najbardziej łapczywych.
Nie przeszkadzało mu, że wokół jego osoby trwa nieustanna rywalizacja. Wręcz przeciwnie, taka struktura władzy czyniła go jedynym arbitrem. Każdy z otoczenia wodza marzył o tym, aby przejąć schedę po nim, lecz nikomu się to naprawdę nie udało. III Rzesza rozpadła się szybciej, niż zdążył wygrać którykolwiek z jej wewnętrznych pretendentów do tronu.