Artykuły »
Berlin 1945 ostatnia bitwa III Rzeszy
Zdobycie stolicy III Rzeszy było ukoronowaniem marszu Armii Czerwonej na zachód. Był to jeden z największych sukcesów wojsk radzieckich i symboliczny koniec państwa Hitlera. Zdobycie Berlina było tylko kwestią czasu i ofiar.
W roku 1945 III Rzesza, która w zamyśle Adolfa Hitlera miała trwać tysiąc lat, chyliła się ku upadkowi już w dwunastym roku swojego istnienia. Naloty dywanowe pustoszyły największe niemieckie miasta, a przemysł niemiecki ulegał systematycznemu unicestwieniu. Hitler zapowiadał po przejęciu władzy, że „zmieni Niemcy nie do poznania”. W ostatnich miesiącach wojny wielu Niemców gorzko przypominało sobie te słowa, malując na murach zrujnowanych miast napisy w rodzaju „Pozdrawiamy pierwszego robotnika Niemiec Adolfa Hitlera”.
Od III Rzeszy odwracali się kolejni sojusznicy, często zmuszeni do tego klęskami zadawanymi przez Armię Czerwoną. Zapasy surowców kurczyły się w szybkim tempie. Produkcja przemysłowa, która dzięki Albertowi Speerowi w 1944 roku jeszcze utrzymywała się na względnie wysokim poziomie, w roku 1945 zaczęła gwałtownie zamierać. W pierwszych miesiącach 1945 roku produkcja spadła o kilkadziesiąt procent, a w niektórych działach niemal do zera.
Z zachodu nadciągali Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi i Wojsko Polskie wierne rządowi w Londynie. Od wschodu nacierała Armia Czerwona oraz podporządkowane jej Wojsko Polskie. Alianci domykali III Rzeszę w „kleszcze”, przygotowując się do zadania ostatecznego ciosu. Państwo Hitlera szykowało się do rozpaczliwej obrony, jednak było na to za późno.
W wielu niemieckich miastach rozkazy przygotowania do obrony wydawano dopiero w styczniu lub lutym 1945 roku, co tylko pogłębiało chaos. Rozkazy ewakuacji ludności cywilnej również nie poprawiły sytuacji. W pierwszej kolejności korzystali z nich partyjni notable, którzy zamiast organizować ewakuację innych, sami uciekali jako pierwsi.
Machina terroru działała jednak nadal sprawnie. Na początku 1945 roku powołano tak zwane lotne sądy polowe. Składały się najczęściej z trzech osób, w tym urzędnika partyjnego NSDAP. Działały w błyskawicznym tempie i bez litości. Masowo wydawały wyroki śmierci na każdego podejrzanego o tchórzostwo lub dezercję. Na gałęziach drzew zawisło wtedy wielu żołnierzy i cywilów, z prostą tabliczką na szyi „Zdradziłem Führera i III Rzeszę” ku przestrodze dla innych.
Równocześnie władze obozowe „opróżniały” obozy koncentracyjne, likwidując więźniów marszami śmierci lub masowymi egzekucjami. Od końca 1944 roku trwał też gorączkowy transfer pieniędzy i złota z kont i skarbców ważnych postaci III Rzeszy na konta zagraniczne.
Pośpiesznie tworzono oddziały samoobrony, Volkssturm. W teorii miał to być ludowy zryw obronny, w praktyce do tych formacji wcielano bardzo młodych chłopców i starszych mężczyzn, często uzbrojonych w przestarzałą broń, a nawet atrapy. Co prawda w magazynach armii niemieckiej znajdowała się jeszcze zdobyczna broń, lecz brakowało do niej odpowiedniej amunicji. Resztki wojsk pancernych musiały opierać się na skromnych zapasach paliwa. Utrata Rumunii i Węgier, głównych dostawców ropy, okazała się dla Rzeszy katastrofalna.
Alianci zachodni pod koniec marca 1945 roku przeszli przez Ren, rozpoczynając natarcie na Nadrenię i Zagłębie Ruhry, ostatnie duże ośrodki przemysłowe III Rzeszy. Broniło się tam ponad trzysta tysięcy żołnierzy niemieckich, lecz ich los był przesądzony. W początkach kwietnia 1945 roku głównodowodzący wojskami niemieckimi na tym obszarze feldmarszałek Walther Model rozwiązał swoje armie, a następnie popełnił samobójstwo, widząc beznadziejność sytuacji.
Armie alianckie uzyskały dogodne pozycje do marszu na Berlin. Jedyną realną przeszkodą, obok słabego oporu wojsk niemieckich, były potężne korki na drogach, spowodowane równoczesnym ruchem wojsk i ucieczką ludności cywilnej.
O zdobyciu Berlina marzył feldmarszałek Bernard Law Montgomery. Nie ukrywał tego przed premierem Wielkiej Brytanii Winstonem Churchillem, który również widział w takim posunięciu szansę prestiżową dla Brytyjczyków. Wojska Montgomeriego już 15 kwietnia 1945 roku znalazły się w rejonie Magdeburga. Sam Montgomery pisał do Churchilla, że mógłby wejść do Berlina w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, czeka jedynie na rozkaz.
Rozstrzygnęły jednak wcześniejsze ustalenia sojusznicze, przyjęte na konferencjach w Teheranie i Jałcie. Berlin miał znaleźć się w strefie działań Armii Czerwonej. Od wschodu nadciągała więc radziecka ofensywa, wspierana przez Ludowe Wojsko Polskie. Armie te szybko opanowały ziemie polskie i stanęły nad Odrą, aby uzupełnić zapasy. Czekały na sygnał od Stalina, który postanowił rozpisać niejako „wyścig” dwóch swoich dowódców, marszałków Żukowa i Koniewa, o to, kto pierwszy wkroczy do Berlina.
Siły przeznaczone do operacji berlińskiej były ogromne. Łącznie z wojskami polskimi liczyły ponad dwa i pół miliona żołnierzy, ponad czterdzieści tysięcy dział i moździerzy, około ośmiu tysięcy czołgów oraz kilka tysięcy samolotów.
Hitler mógł przeciwstawić tej potędze bardzo skromne siły. Na całym froncie broniło się około miliona żołnierzy niemieckich, w większości przemęczonych, z niewielkimi zapasami paliwa i sprzętu. Sam Berlin, aby móc prowadzić zorganizowaną obronę, potrzebowałby co najmniej ćwierć miliona dobrze wyszkolonych i wypoczętych żołnierzy z odpowiednim uzbrojeniem. Takich oddziałów nazistowskie kierownictwo nie było już w stanie wystawić.
Realne siły przeznaczone do obrony Berlina szacuje się na około 150–180 tysięcy ludzi. W dużej części były to niedoświadczone jednostki, członkowie Volkssturmu, młodzież z Hitlerjugend, niedobitki rozbitych dywizji, policja oraz formacje SS. Brakowało broni, amunicji, środków łączności. Oddziały Volkssturmu ćwiczyły atak na czołgi radzieckie nieraz z atrapami pancerfaustów albo uczyły się wszystkiego dopiero w obliczu prawdziwego natarcia.
Berlin został oficjalnie ogłoszony miastem frontowym dopiero około 20 kwietnia 1945 roku. Wcześniej wielu mieszkańców starało się prowadzić w miarę normalne życie. Jeszcze do połowy kwietnia, mimo nalotów dywanowych, działały fabryki, otwarte były sklepy. Jednak im bliżej podchodził front, tym bardziej stolica III Rzeszy przypominała wymarłe miasto. Rosły kradzieże, zakłady przestawały pracować, policja praktycznie zniknęła z ulic.
Kiedy wojska radzieckie zaczęły ostrzeliwać przedmieścia Berlina z bliska, ogłoszono alarm „Clausewitz”, który dla Berlińczyków oznaczał, że miasto stało się formalnie strefą działań frontowych. Wówczas chaos organizacyjny jeszcze się pogłębił. Każdy z wysoko postawionych nazistów próbował wtrącać własne uwagi i rozkazy do planów obrony, co powodowało sprzeczne polecenia i paraliż dowodzenia.
16 kwietnia 1945 roku spod Odry i Nysy Łużyckiej ruszyły wojska radzieckie. Już po kilku godzinach sforsowały rzeki i przełamały pierwszą linię niemieckiej obrony w wielu miejscach. Ostatnią naturalną przeszkodą przed Berlinem były Wzgórza Seelowskie. Na tym odcinku frontu Niemcy mieli jednego z najlepszych swoich dowódców obrony, generała Gottharda Heinriciego. Doskonale znał on taktykę ataku Armii Czerwonej i postanowił wykorzystać tę wiedzę. Pierwszą linię okopów kazał obsadzić bardzo słabo, a część pozycji pozostawić wręcz pustych, cofając główne oddziały na kolejne linie. Gdy rozpoczął się radziecki huraganowy ogień artylerii, większość pocisków spadła na opuszczone pozycje.
Radzieckie czołgi i piechota ruszyły do natarcia w przekonaniu, że zniszczyły obronę, tymczasem wpadły w zaplanowany system zapór, rowów przeciwczołgowych, pól minowych i ognia z dalszych pozycji. Na niektórych odcinkach, mimo braków amunicji i paliwa, oddziały niemieckie potrafiły powstrzymywać natarcie nawet przez kilkadziesiąt godzin. Jednak przewaga liczebna i materiałowa Armii Czerwonej była zbyt duża. 18 kwietnia obrona na Wzgórzach Seelowskich została przełamana. Droga na Berlin stanęła otworem.
20 kwietnia 1945 roku do Berlina zjechali najważniejsi dygnitarze nazistowscy. W ponurej scenerii, przy huku artylerii, przybyli do kancelarii Rzeszy, aby złożyć życzenia Hitlerowi z okazji jego 56 urodzin. Z zewnątrz mogło się wydawać, że wszyscy pozostają mu wierni. W rzeczywistości każdy z obecnych miał już własny plan ratowania siebie.
Minister uzbrojenia Albert Speer zaraz po uroczystościach wyruszył do północnych Niemiec, by przeczekać najgorsze. Marszałek Rzeszy Hermann Göring pojechał do Bawarii, oficjalnie po to, aby doglądać przygotowań do obrony tak zwanej Twierdzy Alpejskiej, która w rzeczywistości istniała głównie na papierze i w propagandzie. Liczył na przejęcie władzy po Hitlerze, co wkrótce stało się dla niego zgubą. Heinrich Himmler i Joachim von Ribbentrop również opuszczali Berlin, kierując się na północ lub południe, próbując znaleźć drogę ucieczki lub kanał negocjacji z aliantami zachodnimi.
Za najważniejszymi dostojnikami Rzeszy uciekali urzędnicy średniego szczebla, chcąc ratować życie. Hitler tymczasem pozostawał w bunkrze pod kancelarią i żywił ostatnią nadzieję, że sojusz aliantów zachodnich z ZSRR się rozpadnie. Liczył na powtórzenie się analogii z wojny siedmioletniej, gdy śmierć carycy Elżbiety uratowała Prusy Fryderyka Wielkiego przed klęską. Nazywał to „cudem domu brandenburskiego” i uważał się za spadkobiercę Fryderyka.
13 kwietnia 1945 roku do bunkra dotarła wieść o śmierci prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta. Jeśli Hitler liczył, że będzie to początek rozłamu wśród aliantów, szybko się rozczarował. Tego samego dnia upadł Wiedeń, a wkrótce potem w Torgau nad Łabą spotkały się wojska alianckie ze wschodu i zachodu. Żołnierze podali sobie dłonie nad rzeką, świętując wspólne zwycięstwo.
Dla przebywających w bunkrze była to wiadomość jak grom z jasnego nieba. Stało się jasne, że front zachodni i wschodni faktycznie połączyły się, a wojna jest praktycznie przegrana. Na zewnątrz trwały już zacięte walki o każdy dom i każdą ulicę. Próby wysłania odsieczy do Berlina kończyły się niepowodzeniem, brakowało sił i środków. Szczególnie zaciekle broniła się dzielnica rządowa. Ostatnich budynków wokół Reichstagu i kancelarii Rzeszy broniło ponad ośmiuset esesmanów i żołnierzy, dowodzonych przez doświadczonego oficera frontu wschodniego Wilhelma Mohnkego. Walczono o każdą klatkę schodową, piwnicę i podwórze.
30 kwietnia 1945 roku Adolf Hitler popełnił samobójstwo w bunkrze. Szczegóły wydarzenia już wówczas obrosły plotkami, ale faktem jest, że tego dnia przestał dowodzić III Rzeszą. Oddziały niemieckie w Berlinie stawiały opór jeszcze przez kilkadziesiąt godzin.
2 maja 1945 roku dowódca obrony Berlina generał Helmuth Weidling wydał rozkaz kapitulacji. W wezwaniu skierowanym do obrońców ogłosił śmierć Hitlera, stwierdził, że przysięga wierności wobec wodza straciła moc, a wobec całkowicie beznadziejnej sytuacji wojskowej nakazał złożenie broni, aby uniknąć dalszego, bezsensownego przelewu krwi. Tego dnia zorganizowana obrona Berlina ustała.
Stolica Niemiec została oddana na łaskę zwycięskich żołnierzy Armii Czerwonej. W wielu dzielnicach doszło do gwałtów, rabunków i mordów na ludności cywilnej. Co znamienne, nie zawsze dopuszczali się tego żołnierze pierwszej linii, ci byli często najbardziej zmęczeni i zdyscyplinowani. Najgorsze ekscesy popełniały czasem jednostki tyłowe, żołnierze drugiego i trzeciego rzutu, którzy wchodzili do miasta po przełamaniu obrony.
Walki o Berlin były niezwykle krwawe. Zginęły dziesiątki tysięcy żołnierzy niemieckich i radzieckich, a także ogromna liczba cywilów. Szacunki strat Armii Czerwonej różnią się, ale nawet według ostrożnych danych poległo w tej operacji kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy.
Rywalizacja między frontami Żukowa i Koniewa doprowadzała niekiedy do napięć, a nawet do niepotrzebnego pośpiechu i dodatkowych strat. Stalin ostatecznie pozwolił Żukowowi zdobyć Reichstag, co miało znaczenie symboliczne. Wciągnięto na jego dach czerwony sztandar, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów końca wojny w Europie.
Zdobycie Berlina oznaczało praktyczny koniec III Rzeszy. Kilka dni później Niemcy podpisały bezwarunkową kapitulację. Wojna w Europie dobiegła końca, a stolica, którą Hitler chciał uczynić sercem tysiącletniego imperium, leżała w ruinach.